problem...

Zwiń
X
 
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
nowe posty
  • youare
    Zadomowienie
    • 2003-05
    • 1202

    #1

    problem...

    ...
    Ostatnio edytowane przez youare; 2005-09-01, 12:23.
  • Pysia
    Raczkowanie
    • 2003-03
    • 94

    #2
    Re: problem...

    2 lata temu miałam obawy identyczne jak Twoje. Nie pocieszę Cię jeśli powiem Ci że dla mnie 1 gimnazjum była o wiele trudniejsza od drugiej. Po pierwsze musisz wyrobić sobie marką u nauczycieli, musisz udowodnić, że jesteś systematyczna i bądź co bądź mądra .
    Ja też uczyłam się jak szalona, po pierwsze dlatego, że jestem chorobliwie ambitna, nie znosiłam być druga..zawsze musiałam być pierwsza. To niezdrowe..ale nie potrafię z tym walczyć. No tak ja tu paplam a miałam coś doradzić.
    1. Póki jest pogoda ucz się przy otwartym oknie, najlepiej zrób to dopiero wtedy jak załatwisz wszystkie sprawy, żeby nic Cie nie rozpraszało.
    2. Postaraj się być systematyczna, naprawdę ddużo mniej przy tym stresu, ja parę razy się zanidbałam i nie spałam po nocach.
    3. Jeśli się nie odchudzasz i nic z tych rzeczy to niektórym np. niektórym pomagają paluszki przy nauce, lub jakieś owoce..chociaż czytałam w jakimś naukowym źródle, że podjadanie rozprasza.
    4. Postaraj się nie stawiać sobie poprzeczki za wysoko.
    Pamiętam jak w 1 gimnazjum, uczyłam się jak szalona, moją piętą Achillesową była geografia, w końcu przestałam się uczyć, byłam tak bezradna - i dopiero wtedy zaczęło mi się powodzić. Im spokojniej do tego podchodziłam tym było lepiej.
    A teraz jeszcze sekundke Ci zajme:
    Ja np. Chodzę w zimie wcześnie spać, nastawiam sobie budzik na 4 czy 5 (zalezy od materiału jaki muszę przerobić) i uczę się rano, wtedy choć wydaję mi się, że nic nie pamiętam, to wszystko mam tak poukładane jak zaplanowałam.
    Może Cię za bardzo wystraszyłam. Jeśli tak to przepraszam...pamiętaj nie stresuj się teraz, zostaw to na później..
    Chociaż umiarkowany stres jest mobilizujący
    Głowa do góry - trzymam kciuki
    Ale się rozpisałam...

    Komentarz

    • dziewczątko
      Przyczajenie
      • 2003-07
      • 15

      #3
      Re: problem...

      Droga Youare
      Rozumiem twój niepokój gdyż odczuwam podobny, również idę do nowej szkoły mianowicie liceum. Nie jest to liceum byle jakie tylko 4 w rankingu polskich szkół dlatego mam sporo obaw czy sobie poradzę. Pocieszam się myślą, że wszystko jest dla ludzi, że tam też ludzie chodzą i jakoś sobie radzą. Myślę, że nie powinnaś się martwić bo naprawdę nie masz o co. Do gimnazjum idą wszyscy i mniej i bardziej zdolni i dlatego program musi być tak przygotowany , żeby wszyscy sobie poradzili. Odzwierciedleniem tego był egzamin gimnazjalny (którego zresztą naprawdę niema się co bać). Egzamin musiał być tak skonstruowany, żeby nawet osoby przeciętne napisały go dobrze (i tak teraz licea świecą pustkami). Ja w gimnazjum miałam b. dobre wyniki przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy, myślę, że nie zawdzięczam tego tylko inteligencji ale tez temu że potrafiłam "sobie radzić" tj. kombinować. Nigdy nie uczyłam się systematycznie, zawsze siadałam do książek dzień przed sprawdzianem, nigdy nie uczyłam się na pytanie co owocowało nawet nie tak dużą jak mogło by się to wydawać liczbą ocen niedostatecznych. Z pytaniem radziłam sobie tak, że zgłaszałam się do odpowiedzi po wzięciu 3 tematów z danego działu zwykle na samym początku roku (żeby się nie przemęczać), poczym zapominałam o danym przedmiocie aż do sprawdzianu. Polecam ta metodę bo z niewielu przedmiotów nauczycielki są w stanie postawić więcej niż jedną ocenę w półroczu z odpowiedzi jednej osobie. Na sprawdziany jeśli nie zdążyłam się nauczyć po prostu nie przychodziłam, moja kochana matka pisała mi usprawiedliwienia, a jeżeli nie chciała tego zrobić pisałam je sobie sama. Dobrą metodą wygospodarowywania sobie czasu jest nie przychodzenie na przedmioty typu religia, technika, muzyka, w-f. Bezowocne marnowanie czasu na nich można zastąpić ostrym wkuwaniem, trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić z nieobecnościami. Ja jak tylko lekcja była nudna wyciągałam podręcznik i uczyłam się czegoś innego. W sumie to miałam dużo wolnego czasu, oczywiście dopóki nie zwaliło mi się 5 sprawdzianów w jednym tygodniu. Nigdy jednak nie uczyłam się kosztem snu i aerobiku (taka mania dbania o swoje ciało b. niezdrowa niestety jako perfekcjonistka nigdy nie jestem z siebie zadowolona). Odradzam jednak robienia sobie zaległości z matmy i polskiego bo niestety później nic nie można skorzystać na lekcji tylko trzeba samemu w domu się wszystkiego uczyć. W podstawówce miałam dość kiepskie oceny i radziłam sobie w szkole średnio w 6 klasie miałam średnią około 4,3 (teraz miałam 5.5) ale powiem ci że inteligencja rozwija się z czasem, tą tendencję zaobserwowałam nie tylko u mnie ale też u reszty moich klasowych kujonów. Wierz w siebie a uda ci się pogodzić obowiązki z przyjemnościami. Pozdrawiam gorąco. Ewa
      Ps. Czy ktoś mógłby mi doradzić dobry krem do cery mieszanej nadający się pod podkład (nie wałkujący się)

      Komentarz

      • dziewczątko
        Przyczajenie
        • 2003-07
        • 15

        #4
        Re: problem...

        Była bym zapomniała J . Mianowicie chciałabym udzielić ci jeszcze kilka wskazówek odnośnie uczenia się. Po pierwsze ucz się godzinę lub półtorej (tj. do póki nie odczujesz zmęczenia) po czym rób sobie przerwę (10-30min zależnie od potrzeby), najlepiej w tym czasie poćwiczyć sobie np. jogę (polecam zainwestować podręcznik, których pełno jest w księgarniach), zrobić par głębokich wdechów, zrelaksować się, poczym znów przystąpić do pracy. Efektywniejsze od zarywania nocy jest wkuwanie rano zwłaszcza, że jeśli nie wyrobisz się z materiałem zawsze możesz nie pójść na pierwszą godzinę do szkoły. Nie ucz się tekstów na pamięć, ja zawsze czytam najpierw fragment tekstu, poczym wszystko co powinnamz niego zapamiętać powtarzam własnymi słowami. Z biegiem czasu na pewno wypracujesz najefektywniejszą dla siebie metodę nauki. Warto żeby na biurku był porządek, pomaga to w skupieniu uwagi. Ja kiedy nie mam czasu sprzątać zrzucam po prostu wszystko na podłogę J. Poza tym strzeż się trądziku i celulitu bo nigdy nie znasz dnia a nie godziny . Pozdrawiam Ewa.

        Komentarz

        • cheetah
          Zadomowienie
          • 2003-04
          • 1136

          #5
          Re: problem...

          Hej Youare,

          Troche wlos mi sie zjezyl na glowie, jak przeczytalam wypowiedz dziewczątka. Ja skonczylam liceum juz jakis czas temu, jeszcze w starym systemie szkolnictwa. Ale z czasem czlowiek inaczej spoglada na swoja nauke i na to jakie bledy popelnial, bedac w liceum, czy tez w szkole podstawowej. Ja w przeciwienstwie do dziewczatko odradzam ci kombinowanie, jezeli jestes osoba nieodporna na stres. To po 1, po 2 dla mnie kominowanie to oszukiwanie samej siebie. Co z tego, ze na poczatku sie nauczysz z 3 temtow, wykujesz je na pamiec, dostaniesz 5, jak za miesiac bedziesz musiala sie uczyc wszystkiego co bylo do tej pory. Dla mnie to troche bezsensu i zawsze sie dziwilam osobom, ktore tak robia. Przede wszystkim uswiadom sobie 2 rzeczy, po 1 uczysz sie tylko i wylacznie dla siebie i dla swojej przyszlosci. Wiec ucz sie i poglebial swoja wiedze przede wszystkim z tych przedmiotow, ktore cie najbardziej interesuje. Tutaj mozesz czytac ksiazki mocno wybiegajace poza program. Jezeli chodzi o przedmioty malo cie interesujace, to tu warto nauczyc sie systematycznosci, ale od samego pcozatku roku szkolnego. Po przyjsciu ze szkoly do domu, po zjedzeniu obiadu, chwili odpoczynku usiadz od razu do zeszytow/ksiazek i zrob to, co zadano danego dnia, nawet jezeli ta prace trzeba zrobin 'na za tydzien'. Przeczytaj zadane rozdzialy z przedmiotow itp. O wiele latwiej przyswaja sie 'swieza' wiedze, niz odgrzewana po tygodniu, czy 2. To moim zdaniem jest podstawowa zasada, ktora stosuje rowniez bedac na studiach. I ktora sie sprawdza znakomicie. Nie poswiecaj na nauke wiecej niz 3h dziennie, ale 3 bite godziny, z 10 min przerwa. Zobaczysz, ze to zaawocuje i w niedlugim czasie, jak inni bede siedziec nocami do sprawdzianow, tobie bedzie wystarczylo pare chwil, zeby odswiezyc wiedze, czytajac podrecznik. Ja, poniewaz jestem umyslem scislym zawsze mialam problemy z historia. I tu mama mi podowiedziala cos, co tez sprawdza sie do dzisiaj. Czytam rozdzial i pozniej pisze z tego wypracowanie, wlasnymi slowami. O wiele latwiej sie pamieta, cos, co samemu sie napisalo. Pozniej, tez wystarczy przeczytac wlasne wypociny i jest o wiele latwiej. I nie pisz bynajmniej tego slowami, takimi jak w ksiazce. Jezeli ulatwi ci to sprawe, to pisz bardzo obrazowo, ze krol byl gruby, mil brzydka zone, a pozniej bedziesz miala znacznie ciekawsze skojarzenia.
          To sa moje rady, przede wszystkim pamietaj, ze ambicja w przyszlosci zwarac sie z nawiazka. I to, ze teraz bardzo duzo czasu poswiecasz na nauce kiedys ci sie zwroci. Nie przejmuj sie kolegami/kolegami, ktorzy twierdza, ze jestes kujonem i sie z ciebie smieja. Ty posmiejesz sie z nich za pare lat. Poza tym wiele osob naduzywa slowa 'kujon' nie rozumiejac go, ale to inna sprawa.

          Jezeli chodzi o matematyke, bo zrozumialam, ze z nia masz problem. To twoje podejscie jest prawie dobre. To bardzo dobrze, ze rozwiazujesz wiele przykladow, to wyrabia automatycznosc. Ale staraj sie zrozumiec, dlaczego to zadanie rozwiazujesz tym a nie innym sposobem. Pamietaj, ze matematyka, to taka sliczna nauka, ktora kryje w sobie wiele pulapek, w ktore wiele uczniow lubi wpadac.

          Wierze, ze bedziesz i jestes dobra uczennica
          Rozwijaj swoje zainteresowania i pamietaj, ze uczysz sie tylko i wylacznie dla siebie, a nie dla nauczycieli, czy rodzicow. No i systematycznosc, to klucz do wiekszosc dobrych wynikow w nauce

          Cheetah

          Komentarz

          • lejka
            Zakorzenienie
            • 2003-01
            • 4371

            #6
            Re: problem...

            Taaak... Wstyd, Lejuś, wstyd...

            Wszyscy mnie zawsze uważali za kujonkę, a ja olałam sobie wszystko totalnie, zwłaszcza w trzeciej klasie, przed egzaminem. Youare, nie słuchaj i nie bierz przykładu!!!

            Każdy ma inny sposób na naukę. Co zresztą widać po postach.

            Dla mnie podstawą jest słuchanie na lekcji. Naprawdę, dzięki temu, że uważam, a nie zajmuję się czym innym, potem wystarczy mi odrobić ewentulana pracę domową i poduczyć się przed lekcją... I to mi wystarcza! Zawsze staram się umieć trzy poprzednie lekcje, bo z tego może pytać nauczyciel, a przed sprawdzianem często okazuje się, że wszystko umiem i wystarczy tylko powtórzyć.

            Matmy w ogóle się nie uczyłam, tylko ją rozumiałam. Nasza nauczycielka była tak kiepska, że nic mnie nie nauczyła przez te trzy lata, sama musiałam wszystko robić z podręcznikiem, a i zdarzyło sie, że ona nie umiała rozwiązać zadania, a ja tak. Skutkiem tego cała klasa nic nie umiała... Bo im się nie chciało samym robić.

            Najważniejsza jest systematyczność, co do tego chyba każdy się zgodzi. Odpuścisz dwie lekcje i już koniec, cięzko jest nadrobić... Dlatego moim zdaniem opuszczanie kartkówek i sprawdzianów nie ma większego sensu, bo zaległości potem się namnażają i jest coraz trudniej.

            Głupawych lekcji z moim perfekcjonizmem nie umiałam sobie odpuścic. Ale tez potem miałam same 5 i kilka 6.

            Jeżeli lekcja jest nudna, to robiłam na niej to co zadane z innej lekcji.

            Lekcje odrabiaj najlepiej od razu po przyjściu do domu, kiedy wiedza jest jeszcze świeża, a organizm nie rozleniwiony. Chociaż tutaj są rózne opinie, często zalecane jest robienie przerwy, ale dla mnie powrót do domu był wystarczającą przerwą. Wolałam zrobić wszystko i mieć z głowy.

            Bardzo ważne jest wyrobienie sobie opinii, racja, święta racja. Ja jechałam na opinii całe trzy latka. Ważne jest nie tylko to, co umiesz, ale i jak to sprzedajesz. Miałam koleżankę, która teoretycznie uczyła się więcej ode mnie, a nie umiała się wysłowić i miała gorsze oceny.

            Wiesz czegoś, nie wiesz, jeżeli masz jakieś podejrzenia, wyrażaj swoją opinię. Zwłaszcza na polskim! Gdzie nie liczą się tylko fakty, ale i myślenie, zdolnośc wysławiania się i formulowania wniosków. Poza tym najgorsze wrażenie robi milczenie, a jeżeli będziesz umiała uargumentować swoje zdanie, to zawsze znak, że myślisz.

            No i nie zapominajmy, że każdy nauczyciel jest inny, każdy ma inne wymagania i najpierw musisz ich poznać.

            Youare, jesteś inteligentną dziewczyną i poradzisz sobie. Ja też powinnam mieć obawy, ale jakoś ich nie mam. Może ma to związek z moim mysleniem, skoro byłam ta i ta na liście, tyle ludzi za mną, to jak ja sobie nie poradzę, to jak oni sobie poradzą?

            Jakby co, to pisz do mnie na maila, wprawdzie każda szkoła jest inna, ale są sprawy, które dotykają każdego. I to niekoniecznie z nauką. A jako absolwentka - jak to dumnie brzmi - mam opanowane pewne sposoby i na złośliwe koleżanki i na wiele sytuacji.

            Ale szko.ła to nie tylko nauka. Youare, proooooooooooszę, nie daj się namówić do palenia, picia, bo wiem, że to się właśnie w gimnazjum zaczyna. Moje koleżanki, które zarzkały sie, że w życiu, zaczęły także w trzeciej klasie popalać i popijać, Youare, błagam, nie rób tego. Wiem, że jesteś inteligetna i nie wydaje mi się, abyś była z tych, więc tylko tak na wszelki wypadek piszę. Bo przystosowanie się do znajomych daje często złudne wrażenie akceptacji. Chodź to może być trudne, poszukaj znajomych swojego pokroju. Ja się nie dałam i nie żałuję, teraz dopiero widze, że to inni byli nienormalni, nie ja i widze, że warto było się nie dać. Koleżanki mi zazdroszczą, bo one się uzależnily i na to tracą kase, a ja nie.

            Wiara w siebie i tyle.

            Komentarz

            • BabciaWeatherwax
              Zakorzenienie
              • 2003-02
              • 5030

              #7
              Re: problem...

              Hejka Youare

              Ja szkoły kończyłam jakiś czas temu, ale pamiętam i potwierdzam każde słowo Lejki i Cheetah
              - nie zakuwaj na pamięć, bo jak nauczyciel zapyta "od innej strony" zgubisz się, raczej próbuj zrozumieć, ćwicz głośne mówienie własnymi słowami
              - już kiedyś pisałam, ze mnie pomagało zapamiętywać tematy pisanie ściąg, których potem nie wykorzystywałam, ale chodziło o to, co pisze Cheetah - zapisanie własnymi słowami
              - w domu ćwicz mówienie na głos - opowiadaj sobie głośno zadany temat,możesz się przy tym powygłupiać i powplatać własne historie - byle płynnie. Na lekcji samo Ci się przypomni co trzeba
              - uważnie słuchaj i notuj na lekcjach, to Ci się przyda potem, także na studiach. Ja uważnie słuchałam wykładów i potem wystarczyło przeczytać notatki, a pamięć sama się włączała. W podstawówce w zasadzie nie uczyłam się w domu z wyjątkiem odrabiania lekcji - całą resztę zapamiętywałam (tu też cwiczy się pamięć )
              - lekcje odrabiaj po przyjściu ze szkoły - dziewczyny dobrze radzą - unikniesz syndromu niedzielnego wieczoru, kiedy przpomina się wszystko, co na jutro zadane
              - zgloś się parę razy na ochotnika do jakiś zadań - to świetnie pozwala dać się zapamiętać nauczycielom - i zadawaj im pytania - nauczyciel lubi myślącego i ZAINTRESOWANEGO ucznia (piszę jako były uczeń i nauczyciel )
              - nie przejmuj się wyśmiewaniem "kujoństwa" -lepiej mieć niewielu przyjaiół, ale mądrych, niż wielu głupich. W razie smuteczków zawsze masz wsparcie u nas
              - bądż systematyczna,lepiej uczyć się codziennie trochę niż po nocach przed klasówką
              - przedmiotów ścisłych najlepiej uczyć się rozwiązując zadania. Niech zbiory ćwiczeń zostaną Twoimi przyjaciółmi, nawet jeśli nauczyciel tego nie wymaga - to, że ten jest kiepski nie znaczy, ze w liceum też tak będzie.

              Trzymam kciuki , nie martw się, szkoły są dla ludzi

              liberalny
              <tolerancyjny, nie stosujący przymusu, wolnościowy, nierygorystyczny>
              (Słownik Języka Polskiego PWN)

              Jędrek ma...

              Forum techniczne dla katalogu kosmetyków

              Komentarz

              • oceania
                Rozeznanie
                • 2002-04
                • 531

                #8
                Re: problem...

                No to ja też wtrącę swoje :

                Po pierwsze (i wg mnie najważniejsze):
                Każdy ma swój własny "system". Ja zawsze, ale to zawsze uczę się na dzień przed. Próbowałam inaczej, ale było gorzej. Zawsze robię ściągi, tak żeby czuć się bezpieczniej , ale jak to już zostało wspomniane, trzeba być odpornym na stres. Większą część materiału zapamietywałam przez skojarzenia-serio! Nawet anglika, z którym i tak nie miałam problemów (tak, tak: np. stolarz-carpenter- stolarz to panele podłogowe na ten przykład, a carpet to dywan. dywan leży na podłodze... ). Niektóre rzeczy pamiętałam jeszcze dłuuugo... Niektórzy są słuchowcami, inni wzrokowcami. Ja tak pół na pół... Wielu rzeczy uczyłam się wręcz na przerwie... A zawsze jak coś większego się szykowało, to przepisywałam materiał do opanowania na osobną karteluszkę i z tego się uczyłam.
                Jak coś, to na w-f sobie pisałam usprawiedliwionko, i sie uczyłam... A do nauki (w domu) zawsze miałam na biurku cosik do picia. Tak, żeby nie latać co chwile do kuchni. Ale nie wszystko tak łatwo przychodziło. Czasami po prostu nie mogłam się skupić (pomimo grobowej ciszy w pokoju-taką lubię ), i za chiny nie mogłam. Co do zarywania nocy... Ja i tak spałam po 5-6 godzin. Wstawałam rano o 5 żeby na spokojnie się wyszykować, psia wyprowadzić, i ew. coś tam powtórzyć. O! Właśnie! Na spacerku z pieskiem sie uczyłam! Co prawda krótko, ale zawsze coś-ja nie wiem...powietrze czy co? Więc jak masz psa, to wypróbuj

                W podstawówce szło mi lepiej co prawda a w gimnazjum pzryszło to wszystko. Teraz idę do LO... Tiaa... Skończyły się dobre czasy...

                Komentarz

                • lejka
                  Zakorzenienie
                  • 2003-01
                  • 4371

                  #9
                  Re: problem...

                  Martyna-oceania napisał(a):
                  > Każdy ma swój własny "system". Ja zawsze, ale to zawsze uczę się na dzień przed. Próbowałam inaczej, ale było gorzej.

                  Ja też, powtarzam, bo poza tym wszystko uczę się na bieżąco i też na przerwie.

                  >A zawsze jak coś większego się szykowało, to przepisywałam materiał do opanowania na osobną karteluszkę i z tego się uczyłam.

                  Ja tak samo! To działa! Bo przepisuję, poorządkuję wiedzę i przy okazji się uczę...

                  > W podstawówce szło mi lepiej co prawda a w gimnazjum pzryszło to wszystko. Teraz idę do LO... Tiaa... Skończyły się dobre czasy...

                  W podstawówce to ja się w ogóle nie uczyłam. W gimnazjum... W drugiej klasie mnie opanowało, wyniki były super, alr po co mi to... W trzeciej kompletna olewka, wstyd. A i tak się dostałam... Właśnie! Ezamin był banalny i szczerze mówiąc niewiele z tego czym nas straszyli było... Chodzi raczej o inteligencję ogólną, a tej Ci, Youare, wierz mi, nie brakuje. Co nie znaczy, że można sobie olać i się nie uczyć, bo w pewnym sensie w trzeciej klasie jechałam na wyniesionych wcześniej podstawach.

                  Komentarz

                  • oceania
                    Rozeznanie
                    • 2002-04
                    • 531

                    #10
                    Re: problem...

                    No i prawda... w podstawówce nie trzeba było sie uczyć... A w gimnazjum to ja sie wcale na bieżąco nie uczyłam (youare-broń cie boże nie bierz przykładu! ). Raz lepiej, raz gorzej. W sumie poszło mi w porządku. Powtórze się: najważniejszy początek! Później tylko na tym się bazuje... Ale nie martw się na zapas-będzie ok!

                    Papatki, ide spać, bo rano trzeba spać...yyy...wstać!

                    Komentarz

                    • anECzkAA
                      Przyczajenie
                      • 2003-04
                      • 23

                      #11
                      Re: problem...

                      Heh.... znam ten problem z własnego doswiadczenia. Wygórowana ambicja niestety <moim zdaniem> czasami przeszkadza, zwłaszcza w szkole. Ja sama osobiście nigdy sie za dużo nie uczyłam w domu, ale rezultaty miałam i mam całkiem niezłe i tu sie pochwale nidgy nie miałam średniej poniżej 4.9
                      Ja jestem słuchowcem i zapamiętywałam b. dużo z lekcji nawet jak nie bardzo uważałam. Co do nauki przed sprawdzianem, kartkówką to u mnie stratą czasu było robienie jakiś notatek z książek itp. Ja zawsze ucząc się korzystałam tylko z podręcznika czytając głośno, a z zeszytów i ćwiczeń podczas powtarzania materiału. Oczywiście OK jest pisanie ściąg pod warunkiem ,ze z nich skorzystasz . Ja osobiście ściągi zawsze kseruje . Co do matematyki, chemii i fizyki to dobre jest rozwiązywanie wielu zadań, bo jak to mówią terning czyni mistrzem, albo jakoś tak.
                      Natomiast moim zdaniem stratą czasu jest nauka z religii, techniki i muzyki o ile się nimi nie interesujesz.
                      Uff ale sie rozpisałam, ale nie martw sie juz kończe...
                      i pamiętaj,że jesteśmy tylko ludźmi i nie możemy być ze wszystkiego najlepsi

                      Komentarz

                      • oceania
                        Rozeznanie
                        • 2002-04
                        • 531

                        #12
                        Re: problem...

                        O o o ! Popieram! To jest to, czego zapomniałam dodać! Na głos! To jest dobra metoda-słyszysz siebie... A ściągi-ja korzstałam baaardzo dużo... Pisałam je na komputerze piąteczką tylko, bo mniejszych nie widze . Ale punkt widzenia od punktu siedzenia...
                        Pozdr!
                        Dobra, teraz już na serio ide spać!

                        Komentarz

                        • Hexa
                          Raczkowanie
                          • 2002-03
                          • 412

                          #13
                          Re: problem...

                          Witam!
                          Ten post zaczęła Youare na temat gimnazjum, mnie jednak skłonił on do refleksji na temat liceum ze względu na wizażanki które się tam wybierają. Ja teraz zacznę IV kl. liceum, a więc maturka za pasem. Tak, boję się. Jest to jednak inna obawa niż za każdym razem przed wrześniem odkąd jestem w liceum.
                          Do podstawówki chodziłam 8 lat, przez ten cały czas do jednej klasy, to jakie więźi powstały przez ten czas jest niesamowite. Dorastanie we własnym gronie... wspólne doświadczanie nowych rzeczy...ach, jak miło wspominam ten czas, mam z tej klasy przyjaciółkę wierną po grób, którą cenię nad wszystko... z klasą w liceum nie zrzyłam się tak bardzo. Dla mnie przejście z podstawówki do liceum nie było wielkim szokiem pod względem naukowym. Co prawda byłam bardzo wystraszona, ale dobrze przygotowana, z tego względu, że w podstawówce musiałam się uczyć i to dużo. Zresztą z tego słynęła moja była szkoła, w niej się uczniom nie pobłażało, tylko wymagało. I mimo iż naprawe jako dzieciak uczyłam się dużo to podstawówkę b. miło wspominam. Jednak dla wielu to był szok, z którego nie mogli otrząsnąć się przez cały rok. Np. jedna dziewczyna z mojej klasy przez cały rok szkolny z matmy na jakieś 15 ocen ( babka często robiła sprawdziany ) zdobyła jedną dopuszczającą, reszta to niedostateczne. I jak ona się do tej szkoły dostała to do tej pory nie wiem, zwłaszcza że to liceum jest 2 w mieście (dużym) w rankingach. Wogóle to nauczyciele z liceum gardzą podstawówkową wiedzą. Patrząc na moją klasę przekonałam się, że mają rację, bo chyba tylko w mojej podstawówce coś wymagano (za to ją szanuję) i na dodatek nie stawiano szóstek (no chyba że ktoś wygrał olimpiadę), a w innych stawiano 6 za byle co. Przyszli więc tacy, przekonani o swej mądrości (przecież mieli szóstki) i bęc! Ledwo 3,0! Z tego co słyszałam to gimnazjum powtarza te błędy i jest tylko przedłurzeniem tych beztroskich podstawówek. Nie doświadczyłam tego jednak, więc nie mówię że na pewno tak jest. A w liceum ja też kopa dostałam. Do mojej szkoły poszłam ze względu na jej renomę. No i szok. To liceum jest uznawane za najbardziej stresujące w mieście, o czym wcześniej nie wiedziałam, jest pozatym konserwatywne. Pępek na wierzchu? Bój się Boga! Pofarbowane włosy w I klasie? Masz przesrane! Ale o tym sie nie mówiło. Dlatego się obawiałam każdego następnego września. Do sprawdzianów uczyłam się jak szalona, czasem jednak bez efektów. Najwięcej pracy trzeba było wkładać w geografię, biologię, fizykę i niemiecki. A sprawdziany były pierońsko ciężkie. Trzeba było znać z zamkniętmi oczami atlas, podręcznik, pamiętać materiał z poprzednich klas, bo inaczej nauczycielka się wściekała, a i tak bieżącego materiału było tyle że nie sposób tego spamiętać (gegra). Z bioli np. trzeba było wiedzieć wszystko co powiedziała psorka + cały dział w książce + ćwiczenia, a i tak na sprawdzian dodawała coś czego nigdzie nie było i o czym nie mówiła. Na zarzuty że tego nie było odpowiadała rozbrajająco że i bez tych informacji można było zdobyć piąteczkę :-|. Z fizy zaś babka była oschła i nieprzyjemna, wykładała co miała i nie obchodziło ją to że nikt nic nie kuma, dlatego każy spr z fizy był dla mnie straszny. Wogóle to na wstępie nauczyciele straszyli i np. od fizy ( vicedyrektorka) mówiła że ocena 3 jest osiągnięciem, a 4 i 5 ewenementem. I tak było, min. 10 do 20 jedynek na sprawdzian. Dlatego zawsze się tak bałam września, że znowu wpadnę w ten wir nauki i napięcia, ale teraz już tych przedmiotów nie będę miała, dlatego mój strach jest inny i ma na imię matura .
                          A co do tego napięcia to miałam w tym roku taki tydzień że aż mnie ciarki przechodzą jak to sobie przypomnę. W marcu zwaliło się tyle spr, że nie odchodziłam od książek ( ta moja ambicja...) i mimo tego jeden sprawdzian zawaliłam (gegra). Kosztowało mnie to wielką frustracją. I wtedy przeczytałam artykuł w tygodniku Wprost pt."Polska szkoła zabija naszą przyszłość". Był on o bezsensie polskiego szkolnictwa, o encyklopedycznym uczeniu się i o zabijaniu w uczniu woli nauki i kreatywności. Niebezpieczeństem tego jest zrobienie ze zdolnego ucznia maszyny, niezdolnej do samodzielnego działania. Przeczytałam to i wpadłam w istny szał. Na przemian rycząc i kopiąc ściane miałam ochotę rzucać szklankami, byłam wyczerpana, a artykuł odebrał mi nadzieję że ucząc się osiągnę coś w przyszłości. Rodzice mnie jednak uspokoili i kiedy ochłonęłam, stwierdziłam że tak nie musi być, że działając, będąc odważną, można coś osiągnąć, a wiedza jest do tego fundamentem. I wiecie co? Dużo z tych przedmiotów - bioli czy gegry umiem i to miłe uczucie, zapomina się przy tym ile nerwów to kosztowało. Z niemca zaś wymagająca nauczycielka przekazała mi swój zapał, rok temu zaczęłam się uczyć nadprogramowo i będę to kontynuować, bo poprostu lubię ten język. Wniosek z tego taki że warto wiedzieć, a żeby wiedzieć, trzeba się uczyć.
                          Pewnie w Waszym liceum nie będzie źle i dacie sobie rade. Ja tylko przekazałam własne doświadczenia.
                          Chwała temu kto poświęcił czas na przeczytanie moich wypocin, dziekuję za cierpliwość!
                          Życzę powodzenia w nowym roku szkolnym.

                          Komentarz

                          • Hexa
                            Raczkowanie
                            • 2002-03
                            • 412

                            #14
                            Re: problem...

                            Chciałabym jeszcze dodać dowcip krążoący w szkołach w moim mieście o moim liceum:
                            Nauczyciel zadaje: nauczyć się książki telefonicznej na pamięć. W innych szkołach uczniowie ze zdziwieniem pytają "po co?", a w II LO (moim) pada pytanie "na kiedy?".

                            Myślę że nie wymaga to komentarza.

                            Komentarz

                            • oceania
                              Rozeznanie
                              • 2002-04
                              • 531

                              #15
                              Re: problem...

                              ...dobre... chyba przerzuce to na swoje LO... tak, tak... u mnie nie bedzie łatwo... Jedyne LO w mieście. Więc czemu tam poszłam? A bo perspektywa codziennego wstawania i lecenia na pociąg mnie odstraszyła... Dawniej "moje" LO nazywane było klasztorem...myślę, że tłumaczyć nie muszę... Taki przykład: w klasie mojego brata (który nawiasem mówiąc teraz poszedł do IV) babka od polaka stwierdziła, że nie przerobia jakiejś tam lektury, bo nudna . Cyba o Krzyżaków chodziło... A babsztyl od matmy układa każdorazowo własny program... Brak słów po prostu. Jest tam jeszcze wiele takich elementów... Np. Na angielskim u jednej babki uczy się...piosenek... No cóż... Jakoś ludzie zdają maturę... Jakoś żyją...

                              Pozdrowionka znad cynamonowej nescafe
                              Za "powodzenia" nie dziękuję, tobie też Hexuś życzę, ale też nie dziękuj .

                              Komentarz

                              • Hexa
                                Raczkowanie
                                • 2002-03
                                • 412

                                #16
                                Re: problem...

                                Nie dzięki na razie .
                                Jestem dobrej myśli, wy też bądźcie, kochane! Jest może ciężko w szkole ale da się przeżyć!

                                Komentarz

                                • Beza
                                  Raczkowanie
                                  • 2002-12
                                  • 125

                                  #17
                                  Re: problem...

                                  Ten dowcip brzmi dla mnie "podejrzanie" znajomo
                                  Tylko coś opis "zwyczajów" praktykowanych w szkole nie za bardzo mi się zgadza.
                                  Pozwolisz Hexa , że spytam, tak czysto "pro forma" z jakiego miasta jesteś?
                                  Pozdrawiam słonecznie

                                  Komentarz

                                  • Hexa
                                    Raczkowanie
                                    • 2002-03
                                    • 412

                                    #18
                                    Re: problem...

                                    Witaj Beza!
                                    Jestem z Gdańska, a Ty?
                                    Ten dowcip można oczywiście przerabiać na inne szkoły, do mojej pasuje, ale pewnie do wielu innych też, możliwe że sie z nim spotkałaś...
                                    Pozdrowionka!

                                    Komentarz

                                    • Beza
                                      Raczkowanie
                                      • 2002-12
                                      • 125

                                      #19
                                      Re: problem...

                                      Cześć Hexa
                                      A tak liczyłam na moją intuicję . To teraz już wiem dlaczego nigdy w "totka" nie wygrywam
                                      Ten żart chyba krąży od przysłowiowego "morza aż do Tatr" , bo ja jestem ze Śląska, a dokładniej z Gliwic.
                                      No i "vice" też uczyła fizyki, liceum nr 2 ...
                                      Aż mi się cieplutko zrobiło koło serducha jak sobie przypomniałam
                                      Wiem, że to wyświechtany frazes, ale z biegiem czasu szkołę naprawdę wspomina się z rozrzewnieniem, szczególnie w zderzeniu z brutalną rzeczywistością...
                                      Nie zanudzam dłużej

                                      Komentarz

                                      • ma75
                                        Rozeznanie
                                        • 2003-03
                                        • 763

                                        #20
                                        Re: problem...

                                        Hexa, czy to może dziewiątka? Ja wprawdzie liceum mam już daaawno za sobą, ale jak wybierałam to dziewiątkę od razu skreśliłam właśnie ze względu na krążące opinie...

                                        Komentarz

                                        • Aghata
                                          Raczkowanie
                                          • 2003-06
                                          • 84

                                          #21
                                          Re: problem...

                                          Hejo!!ja wlasnie ide do trzeciej gim...poprZednie dwa lata troche olewalam ale i tak mialam pasek a jestem w szkole o zawyzszonym poziomie,tzn.wiecej nauki(po 9 godz.dziennie)i wieksze wymogi od uczniow.
                                          moje sposoby na dobre oceny to:
                                          1.sluchanie na lekcji.uwierzcie to na prawde dziala!!!wystarczy ze bedziesz sluchala co ma nauczyciel do powiedzenia a nie bedziesz musiala potem kuc po nocach!!
                                          2.do domciu przychodzilam po 17 (od 8)i bylam padnieta!!nie mialam na nic ochoty wiec jadlam tylko cos pozywnego i szlam na drzemke...wstawalam ok.20 wypoczeta i szczescliwa odrabialam lekcje(ale tylko te na zblizajacy sie dzien), troszke nauki i tak po 1,5 godz. mytku i znowu lulu....
                                          3.sciagi...ale nie do sciagania..piszac sciagi uczylam sie i nie musialam potem z nich korzystac..hehe...
                                          4.aktywnosc na lekcjach..powiesz pare zdan nauczyciel happy i masz luz ze na nastepnej lekcji cie nie zapyta..hehe
                                          5.na sprawdzian uczylam sie dzien przed ito mi wystarczylo...potem rano troche powtorki i przed lekcja i jest super...
                                          6.ach i co najwazniejsze zawsze przynos prace na czas!!!


                                          ps do lejki...wiem ze sie martwisz o zycie poszkolne(tzn.fajki, alkohol i dragi)ale to czasami pomaga...ja tez zaczelam brac roznego rodzaju swinstwa w gim.ale nie uzaleznilam sie i nie zamierzam.fajki sa okropne i tylko zadymiaja ci pluca i smierdzi od ciebie, ziolo pomaga sie rozprezyc...,alkohol to na imprezkach ukoic nerwy tez pomaga...hehe
                                          pozdrawiam!!!
                                          I'm looking for love. Real love. Ridiculous, inconvenient, consuming, can't-live-without-each-other love...

                                          Komentarz

                                          • lejka
                                            Zakorzenienie
                                            • 2003-01
                                            • 4371

                                            #22
                                            Re: problem...

                                            Aghata napisał(a):
                                            > ps do lejki...wiem ze sie martwisz o zycie poszkolne(tzn.fajki, alkohol i dragi)ale to czasami pomaga...ja tez zaczelam brac roznego rodzaju swinstwa w gim.ale nie uzaleznilam sie i nie zamierzam.fajki sa okropne i tylko zadymiaja ci pluca i smierdzi od ciebie, ziolo pomaga sie rozprezyc...,alkohol to na imprezkach ukoic nerwy tez pomaga...hehe

                                            Bez komentarza.

                                            Komentarz

                                            • Hexa
                                              Raczkowanie
                                              • 2002-03
                                              • 412

                                              #23
                                              Re: problem...

                                              Ten dowcip jest o II LO, jest stresujące, ale w gruncie rzeczy ten stres mobilizuje i poziom jest naprawde wysoki, ale myślę, że zaprocentuje to w przyszłości.
                                              A do IX się wybierałam, ale też przestraszyłam się opinii...to podobno szkoła nie dla ludzi tylko cyborgów ...

                                              Komentarz

                                              • ma75
                                                Rozeznanie
                                                • 2003-03
                                                • 763

                                                #24
                                                Re: problem...

                                                O, to nie wiedziałam... Kiedyś dwójka miała opinię szkoły jednej z lepszych, ale raczej spokojnej. No ale to się zmienia...
                                                A gdzie się wybierasz na studia?

                                                Komentarz

                                                • Hexa
                                                  Raczkowanie
                                                  • 2002-03
                                                  • 412

                                                  #25
                                                  Re: problem...

                                                  Hej Maga!
                                                  Została mi IV kl, potem maturka i studia... Bardzo bym się chciała dostać na marketing na uniwerek (wydział w Sopocie), wiem że teraz jest dużo chętnych, bo to oblegany i modny kierunek, ale mi na prawdę zależy bo mnie to kręci... Zwłaszcza chciałabym po tym pracować w jakiejś firmie samochodowej (wiem już jakiej ale cichosza ), już teraz sobie w jednej dorabiam i tak mi się podoba....
                                                  Papa, buziaki!

                                                  Komentarz

                                                  • Hexa
                                                    Raczkowanie
                                                    • 2002-03
                                                    • 412

                                                    #26
                                                    Re: problem...

                                                    Zapomniałam dodać że to dlatego że moją namiętnością są samochody i oczywiście wizaż!

                                                    Komentarz

                                                    • ma75
                                                      Rozeznanie
                                                      • 2003-03
                                                      • 763

                                                      #27
                                                      Re: problem...

                                                      O, moja siostra studiuje na tym wydziale, tylko że jakieś finanse czy coś takiego... Z tego co wiem, to nie przemęczają się tam, więc będziesz pewnie mogła sobie popracować Fajnie, że wiesz co chcesz robić i masz już w tym jakieś doświadczenie, tak trzymaj. Powodzenia

                                                      Komentarz

                                                      • blo
                                                        Raczkowanie
                                                        • 2003-06
                                                        • 266

                                                        #28
                                                        Re: problem...

                                                        Ale Wy piszecie poematy
                                                        witam jestem nowa, musze Was poznac od strony prywatnej,wiec chyba zaczełam od odpowiedniego działu..
                                                        co do preparatów hmm nie polecam jest duzo na rynku na przykład Vigil ale jak cos skutecznego to kosztuje fortune.. wzglednie Tyrozyna- fajniusi suplement(tylko dostepny w internetowych sklepach, w Polsce duzo takich rzeczy jest niedozwolona) poprawiajacy koncentracje i nastroje, ale mysle ze takie rzeczy uzalezniaja w wiekszym lub mniejszym stopniu, nie ma to jak odpowiednia dietka i duzoo ruchu powinno wystarczyc na odstresowanie;-)
                                                        pozdrawiam

                                                        Komentarz

                                                        • Charlotte
                                                          Wtajemniczenie
                                                          • 2003-05
                                                          • 2747

                                                          #29
                                                          Re: problem...

                                                          Wiecie co, to jest straszne! Mam dopiero 22 lata, czytam ten topik, wspominam własne doświadczenia z podstawówki i liceum i... za wiele to nie pamiętam!!!

                                                          Nie pamiętam jak się uczyłam! Teraz, na studiach, jest dla mnie oczywistością, że uczę się tylko w czasie sesji, góra 3 dni przed danym egzaminem i jest ok, dostaję same piątki i czasem czwórki, tróje zdarzają się rzadko. Ale jak było w szkole? Jak się uczyłam, jakie miałam metody żeby mieć bardzo dobre oceny i czerwone paski - nie pamiętam!

                                                          Wiem, że nie byłam jakos specjalnie systematyczna, choć lekcje odrabiałam zaraz po przyjściu do domu, żeby mieć z głowy. Ale pamiętam też, że często na historii siedziałam ściskając koleżankę za rękę, żeby facet mnie nie spytał, bo akurat się nie przygotowałam. Pamiętam, że zdarzały się czasami jakieś trójczyny, ale pod koniec i tak wychodziłam na tym najlepiej (może jechałam na opinii).

                                                          Nigdy też nie bałam się ani nowej szkoły (jak szłam do liceum), ani tym bardziej matury. Trochę bałam się za to niezapowiedzianych kartkówek, bo zawsze mogło się trafić coś, czego zapomniałam sobie przypomnieć.

                                                          Nigdy nie uczyłam się po nocach i to mi zostało do dziś. Po prostu wiedza nie wchodzi mi do głowy jak chce mi się spać.

                                                          Co do używek to niestety zdarzało mi się popalać papierosy (czasami) i pić piwo, spróbowałam tez parę drinków no i poznałam smak wina. Ale nie, że się upijałam (niektórym koleżankom zdarzało się leżeć pod stołem, a chłopaki przy mnie je wyśmiewali i nazywali k... więc odradzam )

                                                          Buziaczki
                                                          rozpakowana - 14.03.2009

                                                          http://www.otofotki.pl/obrazki/wqdz690429546a.GIF Piszę poprawnie po polsku... a przynajmniej się staram .

                                                          Komentarz

                                                          • lejka
                                                            Zakorzenienie
                                                            • 2003-01
                                                            • 4371

                                                            #30
                                                            Re: problem...

                                                            Co do używek to wszystko jest dla ludzi, ale przeraża mnie coraz niższa granica wieku, w jakim młodzież się z nimi styka... O ile mogę zrozumieć alkohol w liceum, o tyle w pierwszej klasie gimnazjum nie.

                                                            Komentarz

                                                            Przetwarzanie...